[Gdańsk-Łódź] Who is who – czyli kto jechał w Rajdzie?

Ten wpis będzie niecodzienny 🙂 Zaprezentujemy skład Rajdowej ekipy, która w dniach 1-7 lipca przejechała trasę Gdańsk-Łódź.

Łącznie przebyli ok. 580 km, pedałując przez 31 godzin i jadąc ze średnią prędkością 19 km/h. Trasa przebiegała przez teren 8 diecezji, 4 województw i 5 regionów Polski (Pomorze, Warmia, Mazury, Mazowsze i Łódzkie). Oprócz 12 rowerzystów w dwóch samochodach jechało jeszcze 4 osoby obsługi Rajdu.

Łódź Piotrowa – jesteśmy!

W sumie to nas trochę zaskoczył fakt, że 7 lipca nadszedł tak szybko 🙂 Pokazanie się tej daty w kalendarzu nie pozostawiało złudzeń – ósmy Rajd dla Życia dobiega końca.

Po porannej pobudce zebraliśmy się ponownie u ks. Proboszcza parafii katedralnej na pysznym śniadaniu. Serdecznie dziękujemy za wszelką życzliwość i ciepło 🙂

Jedzenie śniadania było nieco przerywane przez udzielanie wywiadów do Radia Victoria – katolickiego radia nadającego w okolicach Sochaczewa i Łowicza. Sympatyczna pani Redaktor brała Rajdowiczów na stronę, a pozostała czekała w kolejce, co przywodziło na myśl czekanie na egzamin. Jak się okazywało, wcale nie było tak strasznie 😀 Tematy obrony życia i jazda na rowerze są bliskie Pani Marcie, była też poruszona naszym świadectwem.

Dzisiaj wyruszyliśmy w trasę dużo wcześniej niż zwykle, bo już kilka minut po godzinie 8. Zależało nam bardzo na tym, żeby punktualnie dotrzeć do Łodzi 🙂 Oczywiście nie zabrakło postojów po drodze. Poranek był wyjątkowo piękny – świeciło słońce i nie było za gorąco. Taka piękna pogoda na finisz 🙂

Nikt się raczej nie spodziewał, że drugą grupę Rajdowiczów spotkamy już na rogatkach Łodzi 😀 Udało się zebrać w jednym miejscu i zapoznać ze sobą. Postój nie mógł trwać za długo – celem naszej podróży była przecież bazylika archikatedralna w centrum miasta.

Przejechaliśmy przez ulice Łodzi i w odstępie kilku minut ok. 12:30 obie grupy dotarły pod katedrę.

Odśpiewaliśmy radosną piosenkę „Oto jest Rajd, który dał nam Pan”, wyrażając radość z przejechanych razem kilometrów i osiągniętego celu pielgrzymki. Akurat kończyła się w katedrze Msza Święta, dlatego pospieszyliśmy, żeby wręczyć wychodzącym wiernym nasze materiały pro-life. Potem był czas dla fotoreporterów i dziennikarzy na pamiątkowe zdjęcia spod katedry. Choć zmęczeni, to jednak dzielnie pozowaliśmy do zdjęć i udzielaliśmy wywiadów, żeby nasze przesłanie obrony życia dotarło do większej rzeszy odbiorców.

Nadszedł i upragniony czas na odpoczynek, na kawę z ks. Przemkiem i Łukaszem z łódzkiego KSM-u, a w końcu i pyszny obiad w murach łódzkiego seminarium.

Najważniejszym punktem dzisiejszego dnia była Eucharystia dziękczynna za przebytą drogę z modlitwą za dzieci nienarodzone. Koncelebrowało ją 3 kapłanów jadącym w tegorocznym Rajdzie dla Życia: ks. Janusz, ks. Rafał i ks. Tomek wraz z ks. Przemkiem i klerykiem z asystą kleryka z miejscowego seminarium.

Ks. Janusz przypomniał nam, że Bóg pragnie zbawienia każdego człowieka, którego mijamy, a naszym zadaniem jest to głosić. Tak jak Bóg w czytanej Ewangelii wyprowadził Mateusza z komory celnej, tak i nas wyrwał z codzienności, żebyśmy pojechali na Rajd. Mamy to zadanie kontynuować, iść tam gdzie Bóg nas pośle, byśmy głosili Jego – dawcę i miłośnika życia.

Wspólna Msza Święta była ostatnim wspólnym punktem dla całej grupy, gdyż większość Rajdowiczów musiała już wracać do swoich domów. Kilka osób zostaje do niedzieli, by dawać świadectwo po Mszach świętych w łódzkiej katedrze.

Rozemocjonowani i niezwykle zadowoleni już zaczynamy się zastanawiać nad wybraniem się na 9. Rajd dla Życia w przyszłym roku. Może zatem do zobaczenia na rowerze na pielgrzymim szlaku? 🙂

W tym miejscu pragniemy bardzo serdecznie podziękować 40-osobowej Grupie Duchowej, która towarzyszyła Rajdowiczom swoją modlitwą i pamięcią przez cały czas trwania pielgrzymki. Cieszymy się z Waszego wsparcia, które pomagało nam mężnie znosić trudne warunki pogodowe i zmęczenie oraz trwać w dawaniu świadectwa 🙂 Niech Pan wynagrodzi Wam swoimi łaskami! 🙂

P.S. Pamiętacie jak w ubiegłym roku niezbyt długo po zakończeniu uroczystości ŚDM-owych, po Mszy świętej w Krakowie zaczęła się burza i deszcze? Tutaj, w Łodzi, było dzisiaj podobnie – po zakończeniu Rajdu i obiedzie zaczęło coraz mocniej padać, i już tak pozostało do wieczora 🙂

[Oświęcim-Łódź] Maryja patronką Rajdu? Naszej nitki na pewno

W tegorocznym Rajdzie dla Życia obecność Matki Bożej towarzyszy nam w sposób szczególny od samego początku, aż po sam kres naszego pielgrzymowania. Bez żadnych wątpliwości możemy powiedzieć, że Matka Boża jest patronką naszej nitki Rajdu. Nie wybraliśmy sobie tej orędowniczki sami, Maryja niejako sama stała się dla nas patronką. Naszą jazdę na rowerze rozpoczynaliśmy w pierwszą sobotę miesiąca – dzień poświęcony szczególnie Matce Bożej. Na dodatek było to w Sanktuarium Matki Bożej Wspomożenia Wiernych w Oświęcimiu. Na następny dzień byliśmy w Krakowie w parafii pw. św. Szczepana, gdzie znajduje się łaskami słynący obraz Matki Bożej Pocieszenia. Kolejny nocleg mieliśmy w Dąbrowie Tarnowskiej w parafii pw. Matki Bożej Szkaplerznej. We wtorek byliśmy w Sandomierzu w Bazylice Katedralnej pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny.

W Kazimierzu Dolnym nad Wisłą, w którym byliśmy w środę znajduje się cudowny obraz Matki Boskiej Kazimierskiej. Kościół w Warce, przy którym nocowaliśmy zeszłej nocy jest poświęcony Matce Bożej Szkaplerznej. Natomiast dzisiaj nocujemy przy budującym się kościele pw. Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny w Skierniewicach. Warto zaznaczyć, że wybór parafii, w których śpimy w dużej mierze opierał się na tym, by były to miejsca na naszej trasie, bez zwracania uwagi na inne szczegóły. Na Rajdzie bardzo mocno czujemy obecność Maryi i w jej postawie widzimy odwagę oraz radykalizm opowiedzenia po stronie życia, mimo wielu przeciwności.

 

Dzień rozpoczęlismy naszym stałym, ale jakże wyczekiwanym punktem codziennego rozkładu, a mianowicie Mszą Świętą. Dzisiaj była ona o godzinie 7:00 w kościele parafialnym w Warce. Następnie zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy w drogę. Szczególnym wydarzeniem dzisiejszego dnia było spotkanie na naszej drodze na Rynku w Grójcu reporterów z TVP Warszawa, którzy nakręcili materiał o Rajdzie dla Życia. Ukazał się on w dzisiejszym Kurierze Mazowieckim w TVP Warszawa.

 

Pogoda dzisiaj dopisywała, chociaż momentami przypiekające słońce dawało się we znaki. Na szczęście nasz pielęgniarz – Rafał, był zaopatrzony w krem z filtrem 50, dzięki czemu nie jesteśmy teraz jakoś ekstremalnie spaleni. Obiadem w dniu dzisiejszym była pizza, którą zjedliśmy w Mszczonowie. Naszym miejscem docelowym były Skierniewice, gdzie zostaliśmy bardzo ciepło przyjęci przez ks. proboszcza Rafała Babickiego. Śpimy dzisiaj w przedszkolu. Patrząc na malutkie ławeczki i krzesełka oraz umywalki powieszone na wysokości kolan, jest to ciekawa sentymentalna podróż wstecz. W Skierniewicach czekała na nas również pani z Radia Łódź, która porozmawiała z uczestnikami Rajdu o trudach i celu naszego pielgrzymowania.

 

Na zakończenie dnia spotkaliśmy się na wspólnej modlitwie. O godzinie 21 odśpiewaliśmy Apel Jasnogórski, a następnie zrobiliśmy „koszyczek”. Polega to na tym, że stajemy w kółku, łapiemy się za ręce w specjalny sposób, żeby być bardzo blisko siebie i wtedy każdy ma czas, aby podziękować i przeprosić za to co chce. Jest to bardzo budujące doświadczenie, pokazujące, że przez ten krótki czas zaczęła się pojawiać między nami wspólnota i powoli stawaliśmy się coraz bardziej zżytą grupą. Na koniec spora niespodzianka. Nasze pilotki wraz z Karoliną wręczyły każdemu pamiątkowe, wydrukowane zdjęcie, które zrobiliśmy sobie na rynku w Krakowie. Wielka szkoda, że ten Rajd trwa tak krótko.

 

 

 

 

 

[Gdańsk-Łódź] „Co Bóg zmoczył, Bóg wysuszy” – słoneczny czwartek z przygodami

Uczestnicy wspominali, że tej nocy wyspali się wyjątkowo dobrze 🙂 To bardzo ważne, ponieważ czwartek to ostatni dzień, który w całości spędzamy na rowerze – jutro będzie to tylko pół dnia, bo mamy nadzieję już sprawnie i szczęśliwie dotrzeć do celu naszej podróży – do Łodzi. Dziewczyny dodałyby, że spało się dobrze po wygonieniu z pokoju kota, który usilnie miauczał. Na początku nie mogłyśmy wyczuć o co chodzi, a zapewne małemu rozbójnikowi chodziło o ciasto, które stało na szafce na wypadek gdybyśmy w nocy zgłodniały 🙂 Hipoteza o tym, że chce sprawdzić co jest w relikwiarzu (były u nas relikwie bł. Karoliny) dość szybko upadła.

Ksiądz Janusz odprawił nam Mszę świętą w kościele w Modlinie Starym, po której przyszedł czas na pożegnanie z ks. Marcinem, panem kościelnym i jego rodziną oraz Kasią i Gabrysiem.

Wyjechaliśmy wcześniej niż zwykle po to, żeby zdążyć dojechać do Twierdzy Modlin. Tego punktu nie było co prawda w początkowym planie, ale Pan Bóg nam zorganizował niespodziankę i zatroszczył się o przewodników. Najpierw zostaliśmy oprowadzeni po Muzeum Twierdzy. Były w nim zgromadzone zdjęcia z czasów wojny, mundury żołnierskie, sprzęt wojskowy oraz urządzono specjalne pomieszczenie, gdzie przeprowadzono symulację nalotu bombowego. Przez kilka minut siedzieliśmy w ciemności przerywanej błyskami światła, słuchając nagrania huku bomb. Takie miejsca pokazują nam dobitnie jak wielkim absurdem jest wojna i inwestowanie w tworzenie coraz to nowych sposobów i narzędzi do uśmiercania ludzi.

Na koniec zwiedzania podjechaliśmy jeszcze do Czerwonej Wieży, skąd rozpościerał się piękny widok na pozostałości modlińskiej twierdzy, okolice Modlina oraz Warszawę. Przewodnik opowiedział nam też historię Baśki Murmańskiej, która z żołnierzami przywędrowała z Rosji i stała się pełnoprawną żołnierką. Należała do polskich żołnierzy, ponieważ pewien Polak kapral ubiegał się o względy pięknej Rosjanki i dla niej nabył to zwierzę, zwyciężając rywalizację z żołnierzami innych nacji. Legenda głosi, że Baśka salutowała samemu marszałkowi Piłsudskiemu 🙂 Zginęła niestety z rąk- właściwie wideł – polskich chłopów po tym jak uciekła z Modlina, przepłynęła Wisłę i napotkała chłopów, którym spodobało się jej futro.

Trzeba było ruszyć w dalszą drogę. Widoki były piękne – przy przekraczaniu Wisły, a potem kiedy wjechaliśmy w Puszczę Kampinoską. Niestety, mimo marzeń nie zobaczyliśmy żadnego łosia :/ Za to minęliśmy dom rodzinny Fryderyka Chopina w Żelazowej Woli. W samochodzie pilota w tym czasie leciała właśnie „Etiuda rewolucyjna” i inne utwory tego znanego na całym świecie naszego słynnego kompozytora.

Przemierzając Sochaczew zdarzył się nam wypadek, kiedy rowerzyści przejeżdżali przez tory lokalnej kolejki i utkwiło w nich koło. Najbardziej poszkodowany jest Piotrek, ale na szczęście nie było potrzeby odwiezienia go do szpitala.

Przyjechaliśmy za to na obiad do parafii pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy, gdzie bardo ciepło podjął nas ks. Proboszcz. Dziękujemy za gościnność, pyszne kiełbaski i czereśnie 🙂

Przerwa obiadowa musiała dobiec końca. Warto było ruszyć w drogę i przejechać bocznymi drogami zamiast krajówką – między innymi zobaczyliśmy piękne rzeźny lokalnych twórców w miejscowości Sromów.

Wjeżdżając do Łowicza skierowaliśmy się pod katedrę, gdyż kolacją podjął nas ks. Prałat z parafii katedralnej. Porozmawialiśmy z dziennikarzami z Łowickiego Gościa Niedzielnego oraz Nowego Łowiczanina. Zobaczyliśmy bardzo ciekawą atrakcję – toaletę ukrytą w szafie 🙂 Wejście jest tak zakamuflowane, że samemu ciężko byłoby się domyślić jak się do niej dostać 🙂

Udaliśmy się na spoczynek – męska część naszej grupy do seminarium, a żeńska do bursy sióstr Bernardynek. Porozmawiałyśmy z siostrą Dominiką, która kiedyś grała w narodowej drużynie piłki nożnej, a od kilkunastu lat jest szczęśliwa służąc Panu Bogu w tym właśnie zgromadzeniu. Kilka uczestniczek znalazło jeszcze siły na wieczorne zwiedzenie Łowicza.

A reszta gromadzi siły na jutro – to będzie niezwykle ważny dzień. Zbliża się koniec Rajdu, choć nie wszyscy przyjmują to z ulgą. Marcin mówi, że jeszcze by sobie pojeździł na rowerze 🙂

P.S. Pogoda dzisiaj była świetna – cały dzień świeciło słońce i było tak idealnie ciepło 🙂 Sprawdziło się więc po kilku dniach deszczów rajdowe powiedzenie: „Co Bóg zmoczył, Bóg wysuszy” 🙂

P.S2 Za uczestnikami jest już ponad pół tysiąca kilometrów (ok. 520).

[Oświęcim-Łódź] Kolejny dzień na trasie – nowe sytuacje, nowe wyzwania

Dzień piąty Rajdu dla Życia za nami. Rozkład dnia wydaje się bliźniaczo podobny do naszych poprzednich dni. Z rana pobudka, szybka toaleta, Msza Święta, śniadanie, pakowanie i jazda na rowerze, przerywana różnymi postojami i wreszcie przyjazd do miejsca docelowego, mycie i kolacja. Jednak każdy dzień przynosi nam nowe sytuacje, nowe wyzwania.

 

Pewna nowa sytuacja i wyzwanie stanęło przed naszym najbardziej doświadczonym Rajdowiczem – Tomkiem. Niestety nabawił się on kontuzji, co uniemożliwiło mu dalszą jazdą na rowerze. Po konsultacji lekarskiej okazało się, że ma uszkodzony mięsień łydki i czeka go aż 6 tygodni odpoczynku. Tomek był jednym z najlepiej przygotowanych kolarzy do naszego Rajdu. Ku większemu zaskoczeniu doznał on urazu podczas próby wejścia na skarpę, a nie podczas jazdy na rowerze. Mimo wszystko wykazuję on wielki hart ducha i chce z nami pozostać do końca Rajdu.

 

Dzisiaj po Mszy Świętej, która drugi dzień z rzędu była o godzinie 7, co pozwoliło nam na sporą dawkę odpoczynku, zjedliśmy śniadanie i opuściliśmy Kazimierz Dolny przeprawiając się promem na drugi brzeg Wisły do Janowca. Wielkie podziękowania należą się dla księdza proboszcza parafii w Kazimierzu, za świetne pokoje, które dla nas przygotował oraz za przepyszne posiłki. To pozwoliło nam mocno naładować swoje baterie, by mieć siły pokonywać kolejne kilometry na rowerach. W Janowcu mieliśmy okazję zobaczyć pozostałości po XVI w. renesansowym, a po przebudowie barokowym zamku.

 

Dzisiejszy obiad mieliśmy w Pionkach. Dla większego urozmaicenia naszego menu obiadowego jedliśmy pizze. Po obiedzie ruszyliśmy w dalszą drogę malowniczymi terenami ziemi radomskiej. W okolicach godziny 15 dotarliśmy do miejscowości Brzóza, co było dla nas świetną okazją, żeby w kościele pw. św. Bartłomieja Apostoła odmówić koronkę do Bożego Miłosierdzia. Po modlitwie, w kroplach padającego deszczu ruszyliśmy w stronę Warki – miejsca naszego dzisiejszego noclegu. W Warce czekali już na nas księża z naszykowanymi pomieszczeniami do spania oraz rozpalonym grillem. Po zjedzeniu pysznej kolacji – kiełbasek i kaszanki przyszedł czas na integrację. Organista z Warki miał przygotowaną gitarę, akordeon i teksty piosenek dla nas, co pozwoliło nam pośpiewać polskie szlagiery zarówno te sta

rsze jak i nowsze. Księża również włączali się w nasze śpiewanie.

[Gdańsk-Łódź] Rajd dla Życia, czyli jak pięknie przeżyć swoje urodziny

Jedna z naszych Rajdowiczek – Kasia obchodzi dzisiaj 40 18. urodziny. Kasi życzymy wszystkiego najlepszego, a Henrykowi pogratulowaliśmy już tak młodej i pięknej żony 🙂

Dzisiaj w sanktuarium w Rostkowie mieliśmy odprawioną własną Mszę świętą, bez udziału parafian. Na ołtarzu stały relikwie bł. Karoliny, które ze sobą wozimy oraz św. Stanisława Kostki –  tak jakby bł. Karolina przyjechała w odwiedziny do św. Stanisława. Jak ktoś z uczestników słusznie zauważył – te odwiedziny to tylko ziemskie, bo zapewne oboje widują się w niebie. Na koniec ucałowanie relikwii św. Stanisława Kostki oraz wspólne pamiątkowe zdjęcie z relikwiami dwóch patronów młodzieży, szczególnie Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży.

Pogoda dzisiaj była zmienna – wyjeżdżaliśmy dzisiaj mając ładną pogodę, było słonecznie. Jednak dzisiaj uczestnikom doskwierał wiatr, a po południu padało.

Ostatni postój tuż przed obiadem mieliśmy w Strzegocinie. Jest tam piękny kościół, akurat w trakcie remontu. W tym miejscu dołączył do nas na rowerze ks. Grzegorz z parafii św. Wojciecha w Nasielsku, do której zmierzaliśmy na obiad.

W salce przy kościele w Nasielsku zjedliśmy obiad. W czasie odpoczynku porozmawiał z nami Pan Andrzej z Tygodnika Nowodworskiego, były radny w Nasielsku. Pamiątkowe zdjęcie trzeba było robić w deszczu, który niestety towarzyszył nam niemal do końca dnia.

Na pocieszenie tłumaczymy sobie, że te intencje, które wieziemy ze sobą, zwłaszcza te, które otrzymaliśmy od spotykanych ludzi, potrzebują większej ofiary niż przejazd po płaskim terenie w ładnym słońcu i umiarkowanej temperaturze 🙂 W tych nowych intencjach ofiarujemy codzienną koronkę do Bożego Miłosierdzia.

Dość wczesnym popołudniem, po przejechaniu 74,5 km (łącznie jest już za nami 437,5 km) dotarliśmy do Modlina Starego, leżącego w Nowym Dworze Mazowieckim, gdzie znów czekała na nas Prezeska KSM Diecezji Płockiej Gosia z ks. Marcinem (mianowanym w żartach na biskupa 🙂 ) i KSM-owiczami. My również – podobnie jak Rajdowicze z trasy Oświęcim-Łódź – doczekaliśmy się grilla 🙂 W czasie kolacji dołączył do nas Pan Jacek Kowalski, burmistrz Nowego Dworu Mazowieckiego, który również lubi jeździć na rowerze i zna sporo ciekawostek z okolicy. Ostrzegł nas przed grasującymi w Kampinosie wilkami i łosiami 🙂

Czas wypocząć przed jutrzejszym dniem, który przejedziemy w całości na rowerach, w piątek będziemy już w Łodzi 🙂

P.S. Kasia mówi, że „to był rewelacyjny dzień i cieszy się, że mogła spędzić te urodziny w tak ciekawy sposób i z tak ważnym celem obrony życia” 🙂

 

[Gdańsk-Łódź] Dzień ze świętym Stanisławem Kostką (4.07)

Cały dzień wyglądał tak, jakby to św. Stanisław prowadził nas do swojego sanktuarium. Poprzedniej nocy spaliśmy w Szczytnie nad kościołem pod wezwaniem właśnie św. Stanisława Kostki. W czasie drogi mijaliśmy zespół szkół jego imienia w Jednorożcu oraz przejeżdżaliśmy przez Przasnysz, gdzie został ochrzczony. Późnym popołudniem dotarliśmy do Rostkowa – miejsca jego narodzenia, gdzie obecnie jest sanktuarium.

W czasie porannej Mszy świętej w Szczytnie dawaliśmy świadectwo o naszej drodze i rozdawaliśmy materiały pro-life. Spotkaliśmy się z miłymi i życzliwymi reakcjami. Po śniadaniu czekał na nas dziennikarz z „Kurka Mazurskiego” – lokalnej gazety, który popytał nas o Rajd.

Pożegnaliśmy ks. Romana, który opiekował się nami od przyjazdu i w deszczyku ruszyliśmy w drogę.

Pierwszy postój miał miejsce w kościele – było to najlepsze miejsce na trasie, gdzie można było choć na chwilę schronić się w suchym i ciepłym pomieszczeniu. Po 10-minutowym postoju i modlitwie … na zewnątrz wyszło piękne słońce. W tym miejscu pożegnaliśmy się z ks. Łukaszem, na którego czekają inne obowiązki. Kto wie, może kiedyś weźmie udział w całym Rajdzie?

W słońcu jedziemy dalej, ale nie osiągamy pełni szczęścia – wieje bowiem silny wiatr, utrudniający drogę.

Na szczęście można liczyć na postój, który da choć trochę wytchnienia. Tym razem pysznym obiadem w remizie strażackiej podjęli nas mieszkańcy Brzozowego Kątu. W czasie obiadu trochę nas postraszyły grzmoty, ale na szczęście burza ominęła trasę przejazdu. Po wspólnym spędzeniu czasu z gospodarzami miejsca i nabraniu sił ruszamy w dalszą drogę.

Po godzinie 15 zatrzymaliśmy się na wspólne odmówienie koronki do Miłosierdzia Bożego. Miejsce było sympatyczne, a ks. Janusz zadbał o to, by szczekające psy nie zakłócały odpoczynku (patrz Instagram Rajdu dla Życia 🙂 ) W czasie modlitwy dołączył do nas pan przechodzący akurat w pobliżu. To są niezwykłe spotkania, kolejna okazja do ewangelizowania oraz dzielenia się naszym świadectwem o życiu.

Ze zmęczeniem, ale i radością dojechaliśmy do Rostkowa – miejsca gdzie urodził się i wychowywał św. Stanisław Kostka. Czekali na nas KSM-owicze z okolicznych oddziałów diecezji płockiej z Prezesem

Zarządu Gosią Roman i Piotrem Łaszczychem. Byli tak dobrzy, że przygotowali nam naleśniki z sosem według własnej receptury Gosi 🙂

W tym dniu przebyliśmy 103 km, co oznacza, że po czterech dniach jazdy mamy za sobą 363 km – czyli więcej niż połowę trasy. Odcinek był długi, ale zdecydowanie bardziej płaski – poczuliśmy już, że jesteśmy na Mazowszu.